1 mar 2015

Jacket! Pozowanie... na bloga.


                                                                                                                                        Od pozowania wolę robienie zdjęć! Czasami sobie jednak stanę przed obiektywem ... i pozuę. Ostatnio usłyszałam, że to jest śmieszne.  Mnie osobiście, już sama nazwa tego zajęcia bawi. Kojarzy mi się z zabawami z dzieciństwa. Zabawa w dom, albo w królewnę. Pozowanie. Pozorowanie. Wydurnianie się.
Ja rozumiem, profesjonalna sesja, vogue i te sprawy, pozowanie pełną gębą - jak najbardziej. Ale taka zwykła dziewka, co bloga ma po prostu i wielce pozuje. Co ona sobie w ogóle myśli? Wywłoka jedna! Niech spierdala do swojego zadupia, ludziom przejść chodnikiem pozwoli w spokoju i gupich min nie stroi, bo to ludzi wkurza. I niech nie udaje, że taka piękna bo i tak wiadomo, że zanim to wszystko do internetów wpuści, najpierw w odpowiednich aplikacjach "zredaguje". A ciuchy na pewno za hajs matki kupiła!

4 sty 2015

Styczeń 2015

                                                                                                                            Witajcie w nowym roku!
Zimie bez śniegu mówimy zdecydowane tak! Mniej mrozu i wietrznej pogody - oto nasze noworoczne życzenia.

17 sie 2014

Nie taki Szczecin ładny jak go malują.

                                                                                                                                        Być może, jadąc do Szczecina oczekiwałyśmy zbyt wiele. Popularna nazwa miasta brzmiała zachęcająco i atrakcyjnie. Niestety pozytywne skojarzenia, przy bliższym poznaniu musiały zostać wymazane z naszej pamięci. Zastąpił je niedosyt, być może nawet rozczarowanie?
Może naprawdę, (nie wiedzieć czemu) zbyt wiele przypisywałyśmy temu miastu i gdyby nie to, nasza wizyta zakończyła by się innym efektem?
Bez względu na wszystko, na zdjęciach ujęłyśmy i chciałyśmy Wam pokazać, ładny Szczecin. Oczywiście, jak każde duże miasto, ma on trochę do zaoferowania. Rynek, choć mały, jest naprawdę urokliwy. Wąskie uliczki starego miasta mają swój klimacik. Sam Szczecin w naszym odczuciu, zdaje się składać z kontrastów.
Z części starej, części katedr i uliczek przemieszczamy się do nowej, pełnej sklepów i kolejno spotykanych centrów handlowych, które w naszym mniemaniu są Szczecińską opcją spędzenia wolnego czasu. Kiedy nie masz co robić w tym mieście, zmierzasz do Kaskady albo Galaxy, które są bardzo ładne i zarazem identyczne jak centra handlowe w każdym miejscu Polski.


17 lip 2014

Pierwszy raz na 'Fashion Week'. Dzień w Berlinie. cz.1


Dokładnie co pół roku, wszyscy feszyniści świata, fashion lovers czy fashion victims, mają okazję znaleźć się w miejscu, które jest dla nich rajem, miejscu w którym, poprzez swoje zamiłowanie do strojenia się, wytwarzają symboliczną więź z innymi podobnymi sobie, mogą wzajemnie się oglądać, podziwiać, inspirować i pozować do zdjęć, które następnie trafią w ręcę (w dzisiejszej erze, już w większości na ekrany), tych wszystkich, którym na fashion weeku bawić nie było dane. 
Inaczej tę imprezę można by nazwać zjazdem miłośników mody i ubioru albo... paradą pomponów szukających rozrywki w postaci oglądania setek, nawet tysięcy egzemplarzy odzieży, obuwia, biżuterii itp. Nie ważne, jak nazwiesz tę imprezę, istotne jest to jak się zachowujesz i co robisz.

6 lip 2014

Little pink!


Jeżeli pokładaliście jeszcze jakiekolwiek resztki nadziei w tym, że świat zmierza we właściwym kierunku, a ludzie są dobrzy i piękni, to po obejrzeniu kilku zdjęć ze strony faszynfromraszyn, zapewne weźmiecie kubeł zimnej wody i wylejecie go sobie na głowę, albo sięgniecie po kolejnego już w życiu kielona. To są rzeczy, które po prostu nie mieszczą się w głowie, choć z drugiej strony zastanawiam się czy może moja wyobraźnia posiada jakieś deficyty w tym zakresie.
To już nie jest śmiech, nawet nie ubaw, tu bardziej zbliżamy się do pewnego rodzaju płaczu, rozpaczy i lęku.

4 cze 2014

Płaszcz (prześladowca) z lumpeksu

Notka 
Z lumpeksami czasem jest jak z sieciówkami. Szukasz czegoś oryginalnego, a tu kilkanaście egzemplarzy upatrzonej bluzki. Olaboga! Przecież po to ubieram się w secondhandach, żeby mieć gwarancję, że jak wyjdę na ulicę, nie zobaczę własnego klona. Tak też miało być z tym płaszczem. 
Ale powiem Wam, że życie modowe również potrafi zaskakiwać. Tydzień po mnie, to samo cudeńko kupiła koleżanka. Śmiałyśmy się, bo ja zdecydowanie przepłaciłam (pewnie dałam parę złotych więcej, nie pamiętam). W następnym miesiącu, spotykałam te płaszcze w co drugim lumpeksie (w różnych miastach), śmiejąc się z kolei, że mnie prześladują. Wreszcie, udało mi się go zobaczyć u dziewczyny z mojej uczelni oraz kilku starszych pań. Ale wiecie co? Dalej go lubię! Na tych zdjęciach lubię go jeszcze bardziej.  Jest wielki jak wór i dość żulowaty, a mimo to, noszę go już od kilku sezonów. 
I to by było na tyle, z życia szafiarki.